Medycyna pola walki opiera się na prawdzie, którą wojskowa służba zdrowia zna od stu lat, a systemy planowania regularnie zapominają: o przeżyciu rannego decydują pierwsze minuty i sprawność łańcucha ewakuacji, a nie wyposażenie szpitala docelowego. Wojna w Ukrainie przypomniała o tym boleśnie. Kiedy przewaga w powietrzu jest sporna, a drony obserwują całą strefę przyfrontową, klasyczny model ewakuacji medycznej przestaje działać w dotychczasowej postaci.
Zakres panelu obejmuje medycynę pola walki i szkolenie pierwszej pomocy na poziomie pododdziału, organizację ewakuacji medycznej w warunkach zagrożenia, zaopatrzenie w krew i preparaty krwiopochodne, które przy masowych stratach staje się wąskim gardłem, oraz szpitale polowe i ich rzeczywistą przepustowość.
System cywilny jest drugą połową tej rozmowy, bo to on przyjmie większość rannych i to on musiałby działać w warunkach kryzysu. Pytamy o zdolność szpitali do gwałtownego zwiększenia liczby przyjęć, o zapasy, o kadry i o to, czy plany współpracy między resortem obrony a systemem ochrony zdrowia zostały przećwiczone, czy istnieją wyłącznie na papierze.
Zostaje opieka długoterminowa nad rannymi i weteranami, czyli obszar pojawiający się w polskiej debacie najrzadziej, a decydujący o gotowości do służby i o zaufaniu do państwa. Jak budować te zdolności zawczasu, skoro każda z nich wymaga lat, a nie miesięcy.